Kolejne niezwykłe odkrycie działających na terenie Lubelszczyzny pasjonatów z Hrubieszowskiego SEH „Grossus”. Tym razem natrafili na ciekawy okopowy depozyt kuchenny, który za sobą kryje historię z wschodniego frontu I wojny światowej.

PASJONACI W SŁUŻBIE HISTORII

Do wspomnianego odkrycia doszło 15 marca roku bieżącego, jednak ze względu na trwające opracowanie odkrytych przedmiotów informację na jego temat ujawniono dopiero teraz.

„Jeszcze nie ruszyliśmy całością w teren, a już mamy ogromny sukces na dzień dobry, który tylko utwierdza nas w przekonaniu, że można realizować swoją pasję zgodnie z obowiązującymi przepisami z korzyścią dla ochrony dziedzictwa historycznego i archeologicznego. Zgodnie z pozwoleniami wojewódzkiego urzędu ochrony zabytków, przeprowadziliśmy rekonesans, by przygotować się na badania w podhrubieszowskim terenie! Pół godziny! Tyle wystarczyło, by jeden z naszych członków okrzykiem „Nie uwierzycie!” podsumował wyjątkowe odkrycie związane z archeologią „najnowszą”, początków XX wieku.” – od takiego wpisu ZH został wywołany przez Hrubieszowskie Stowarzyszenie „Grossus” jeszcze w połowie marca

Czekaliśmy cierpliwie na informację z instytucji państwowych, by w dniu dzisiejszym od Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie otrzymać takie świetne opracowanie tego odkrycia,

„Jakiś czas temu Hrubieszowskie Stowarzyszenie Eksploracyjno – Historyczne „Grossus”, z którym nasze Muzeum ma okazję współpracować, informowało o wyjątkowym odkryciu, do jakiego doszło w pierwszej połowie marca. Dziś wreszcie ujawniamy o jakie znalezisko chodzi. Żeby rozwiać ewentualne wątpliwości, poszukiwania przy użyciu detektorów metali, prowadzono za zgodą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Lublinie, przy pełnej życzliwości właściciela pola. Odkrycie, z punktu widzenia tradycyjnej archeologii, do której przywykliśmy, jest bardzo młode. Jednak tak, jak w przypadku znalezisk z zamierzchłych pradziejów, tak i tutaj kontekst odkrycia, odgrywa kluczową rolę oraz pozwala na opowiedzenie pewnej historii.” – można przeczytać na stronie muzeum

ZACZNIJMY JEDNAK OD POCZĄTKU

W 26 numerze „Der Grosse Krieg” wydanym w 1918 roku, poświęconym walkom nad Bugiem „Die Kampfe der Bugarmee”, czytamy relację świadka działań militarnych na froncie wschodnim wielkiej wojny w latach 1915 roku, rozgrywających się m.in. w okolicach Chełma, ale także Hrubieszowa, Ubrodowic, Teratyna czy Białoskór. Obok opisów trudów wojny, znajdujemy tam wiele informacji na temat poszczególnych starć, umocnień w postaci sieci okopów, a także odnoszące się do ilości ofiar, pojmanych więźniów, czy przejętych karabinów maszynowych.

Na linii Gołębowiec – Ubrodowice – Annopol, żołnierze 13 armii carskiej Rosji, 31 Korpusu Armijnego Imperium Rosyjskiego, w okopach przygotowali się do zatrzymania żołnierzy austro-węgierskich XLI Korpusu Rezerwowego, który wchodził w skład wielkiej Bug Armee. Pozostałości po tych wydarzeniach, na podstawie archiwalnych map oraz relacji świadków, namierzyli w terenie członkowie stowarzyszenia „Grossus”. Odkrycia na polach bitew czy obszarach związanych z działaniami militarnymi, kojarzą nam się przede wszystkim z przedmiotami takimi jak broń i amunicja, elementy munduru czy podstawowego wyposażenia walczących żołnierzy. Odkrycie w sąsiedztwie okopów w Ubrodowicach sprawia nam jednak sporo problemów interpretacyjnych i przyznajemy wprost, że nie bardzo jeszcze wiemy, jak je tłumaczyć.

W archeologii znaleziska takie nazywa się powszechnie depozytami, czyli celowo ukrytym zespołem różnych przedmiotów (narzędzi, monet, ozdób lub naczyń). Wobec tego odkrycie z Ubrodowic to również depozyt, tyle że składający się z przedmiotów codziennego użytku, które trudno bezpośrednio wiązać z wyposażeniem kuchni polowej okopowego zaplecza czasów I wojny światowej, a jednocześnie chronologicznie odpowiada wydarzeniom, jakie rozgrywały się w naszym regionie w 1915 roku.

DEPOZYT I JEGO ZAWARTOŚĆ

Okopowy kuchenny depozyt naruszony został przez pług. Widać to wyraźnie po uszkodzeniach poszczególnych przedmiotów. Na szczęście udało się zabezpieczyć go przed dalszymi zniszczeniami. W jego skład wchodzi kuchenka benzynowa model Willanders Svecia No.11, produkowana w Szwecji od 1914 roku, ale także emaliowany czajnik, głęboka kamionkowa patelnia, oraz brązowa taca. Co więcej, w tym samym doskonale zachowanym emaliowanym wiadrze, produkowanym w warszawskiej fabryce wyrobów emaliowanych „Wulkan” dla potrzeb armii rosyjskiej, znajdowały się dwie lampy naftowe w postaci ażurowych cynkalowych kielichów ze szklanymi zbiornikami i resztkami ozdobnego ciemnozielonego klosza. Trudno zatem wyobrazić sobie, że był to standardowy zestaw kuchenny szeregowego rosyjskiego sołdata.

Czy zatem mamy do czynienia z połączeniem wyposażenia wojskowego, niewielkiej kuchni polowej, z bardziej luksusowymi przedmiotami, być może łupami wojennymi, pochodzącymi z wyposażenia nieodległej cerkwi bądź od bardziej majętnego okolicznego gospodarza?

A może to zestaw wyższej rangi oficera, który nawet w trudnych okopowych warunkach, otaczał się elementami, będącymi namiastką normalności i w chwili, gdy porażka była nie do uniknięcia, spakował większość przedmiotów do wiadra i zostawił?

Nie sposób to dziś jednoznacznie stwierdzić. W kontraście do opisanego powyżej zestawu, stoi inny żołnierski zestaw, znaleziony kilkanaście metrów dalej, składający się z dwóch pruskich menażek, szklanki z grubego szkła, oraz dwóch talerzyków. Mniejszy z nich, emaliowany na niebiesko wykonany został w tej samej fabryce, co wcześnie opisane wiadro i podobnie na dnie nosi sygnaturę carskiego orła wraz ze znakiem towarowym zapisanym cyrylicą.

Czy zatem carska miseczka, stała się wtórnie własnością pruskiego żołnierza, pełniącą np. funkcję toaletową podczas golenia?

PODSUMOWUJĄC

Takich teorii można snuć wiele, i pewnie nigdy nie poznamy okoliczności, w jakich przedmioty trafiły na zaplecze działań militarnych w okolicach Ubrodowic. Niemniej jednak jest to odkrycie interesujące, i kolejny raz dzięki szybkiej informacji poszukiwaczy przekazanej do Muzeum oraz do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, a także interwencji terenowej, zostało uratowane przed dalszymi zniszczeniami.

Źródło i zdjęcia: Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie i Hrubieszowskie Stowarzyszenie Eksploracyjno – Historyczne „Grossus”

Najlepsze i najtańsze wykrywacze metalu na początek jak i dla profesjonalisty!

Pewne wykrywacze z najwyższej półki dla początkujących i zaawansowanych… do tego sprzęt do kopaniakoszulkiKUBKImonety i wiele innych – zapraszamy!


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj proszę swój komentarz!
Tutaj wpisz swoje imię