Beskid Niski, to piękna kraina na południowych krańcach naszego kraju. W XX wieku był świadkiem wielu dramatycznych wydarzeń, które mocno wpłynęły na historię tej ziemi. Morze krwi i okrucieństwa, które przelały się przez te dziś wyludnione karpackie doliny i niedostępne szczyty na zawsze zmieniły ten region. Dramatyczne wydarzenia zostawiły tutaj ślady zarówno w ludzkiej pamięci jak i w terenie. Wyruszmy więc razem tropem krwawej bitwy, która rozpoczęła się tutaj jesienią 1944 roku.

Na naszą wyprawę wybierzmy się przy dźwiękach punkowego kawałka kapeli KSU, prawdziwej legendy tych stron. Specjalnie wybraliśmy piosenkę, która świetnie oddaje klimat tamtych wydarzeń.

Front wschodni w czasie II wojny światowej był prawdziwą maszynką do mielenia mięsa… Dwie olbrzymie siły, które ścierały się na tym terenie nie zważały na nic­– byleby pokonać przeciwnika. Gdy Armia Czerwona przechwyciła inicjatywę, i jak prawdziwy taran, zaczęła przeć na zachód. Jednostki niemieckie miały tylko jeden cel, starać się zatrzymać czerwoną potęgę zanim dotrze do granic Rzeszy. Jednym z epizodów zmagań na wschodzie była operacja dukielsko-preszowska. Jej celem było przekroczenie linii Karpat w okolicach Dukli i wejście jednostek Radzieckich na obszar Słowacji. Tło historyczne tych wydarzeń było bardzo ciekawe. Operacja miała zostać przeprowadzona na osobisty rozkaz Stalina, a Armia Czerwona miała udzielić pomocy Słowackiemu Powstaniu Narodowemu. Niemieccy dowódcy nie zamierzali jednak ułatwiać zadania nacierającym i wzorowo wykorzystali sprzyjające warunki terenowe do zorganizowania obrony. Jednostki niemieckie obsadziły najważniejsze strategicznie punkty, blokując miedzy innymi przełęcze, będące jedyną drogą, którą na drugą stronę Karpat mogły przebić się jednostki pancerne. 

Przybliżyliśmy Wam nieco tło historyczne wydarzeń, których śladem wyruszamy, przenieśmy się teraz na pole bitwy. Po naszej stronie granicy najważniejszymi punktami, które powinniście zobaczyć jest muzeum w Dukli, gdzie znajdziecie wiele ciekawych pamiątek (w tym pancernych) po walkach w okolicy. Ciekawym miejscem jest również cmentarz wojenny w Dukli, gdzie spoczywają polegli żołnierze Armii Czerwonej należący do wielu narodowości. Wytrwały eksplorator koniecznie powinien odwiedzić okoliczne lasy, gdzie wprawne oko  w wielu miejscach będzie w stanie wypatrzeć pozostałości okopów i ziemnych stanowisk z okresu walk. Prawdziwe atrakcje rozpoczynają się jednak trochę dalej, jedzmy w stronę przejścia granicznego w Barwinku tam po przekroczeniu granicy ze Słowacją z każdej strony zaczną otaczać nas pamiątki dramatycznych karpackich walk.

Jest deszczowe jesienne popołudnie roku 1944, oddział składający się z młodych Czechów i Słowaków przesuwa się skokami szukając kolejnych osłon, ich zadaniem jest zdobycie silnie ufortyfikowane wzgórze, które od kilku dni skutecznie blokuje ruch jednostek Armii Czerwonej. Nie mogą liczyć na wsparcie czołgów, teren na to nie pozwala. Również wcześniejsza nawała artyleryjska nie przyniosła oczekiwanych efektów, świetnie okopane i zamaskowane jednostki niemieckie przetrwały ją bez większych strat, jedynie błotniste i częściowo zalane wodą leje po pociskach dają nacierającym miejsce do schronienia się. Czechosłowacki oddział wyznaczony do wykonania zadania na razie bez strat przesuwa się jak najciszej w pobliże szczytu, żołnierzy do wykonania zadania pcha chęć powrotu do ojczyzny i pomocy dla walczących w powstaniu rodzin. Ich sprzymierzeńcem jest deszcz i powoli zapadający zmierzch. Młodzi chłopcy modlą się w duchu, aby wrogowie przedwcześnie ich nie dostrzegli.

Dwaj młodzi Niemcy stanowiący obsługę karabinu maszynowego MG42 uważnie śledzili ruch na przedpolu swojego ziemnego stanowiska, wcześniej starannie zamaskowali je darnią i gałęziami by wtopić się w górski jesienny krajobraz. Wiedzieli jak ważne jest odpowiednie maskowanie, pomimo ze mieli zaledwie po 20 lat, byli już doświadczonymi frontowcami zahartowanymi w ogniu walk na Ukrainie, teraz wojenny los rzucił ich gdzieś w Karpaty. Tą krainę znali z opowiadań swoich ojców którzy walczyli w tych górach  30 lat wcześniej. Celowniczy karabinu maszynowego mimo zmęczenia starał się zachować skupienie, od dłuższego czasu miał kłopoty ze snem, gdy tylko zasypiał wydawało mu się, że znowu jest w tej ukraińskiej wiosce, gdzie jego oddział wpadł w zasadzkę, cudem wyszedł z stamtąd z życiem pozostawił jednak swojego najlepszego przyjaciela, którego głowa eksplodowała trafiona przez sowieckiego snajpera.

Strzelec nagle poczuł na ramieniu rękę podoficera, wysunięty przed pozycje obserwator informował o zbliżającym się sowieckim oddziale, strzelec zerknął tylko na ładowniczego, który sprawdzał ostatni raz zapas amunicji, znów czekała ich walka.

Janko młody Słowak, którego wojenne losy rzuciły na wschód teraz razem z Armią Czechosłowacką wracał do ojczyzny by pomóc swoim rodakom, a w rodzinnej wiosce czekali na niego rodzice oraz narzeczona, nie widział ich już od kilku lat. Od pozycji niemieckich dzieliło ich około 300 metrów niestety musieli pokonać je po otwartej przestrzeni, na której nie mogli już liczyć na osłonę, czekał ich ostatni skok. Chłopak leżąc w błotnistym leju po wybuchu liczył ze uda mu się przeżyć kolejne minuty. Nagle rozległ się donośny krzyk oficera i ruszyli do szturmu na szczyt wzgórza. Janko podniósł się z błota i ruszył biegiem w kierunku szczytu w ślad za kolegami.  Zdążył kilka razy posłać serie ze swojego automatu w kierunku wroga, gdy z ukrytego stanowiska odezwał się karabin maszynowy. Chłopak w zapadającej szarówce zdążył dostrzec tylko płomień wylotowy karabinu maszynowego, zanim zdołał posłać w jego kierunku serie jego pierś przeszyły niemieckie pociski… Padł twarzą w błoto obficie plamiąc górską ziemię krwią. Jako poległy miał szczęście, spoczął na cmentarzu wojennym w rodzinnej Słowacji. Obsługa MG42 nie mała podobnego szczęścia, kilka godzin później zginęła rozerwana pociskiem dużego kalibru, który trafił w stanowisko, ich ciała użyźniły górską glebę, jedynym śladem po nich stał się pogięty karabin maszynowy, który 70 lat później odkryli pasjonaci historii przeczesujący dawne pole bitwy.

Stojąc na tarasie wieży widokowej po słowackiej stronie granicy w Barwinku i obserwując panoramę pola bitwy, łatwo można wyobrazić sobie jak wyglądały tutaj walki jesienią roku 1944, nam wyobraźnia rozbudzona podróżą przez dawne pole bitwy podsunęła opowieść, która mogła wydarzyć się naprawdę i którą opowiedzieliśmy Wam powyżej. Operacja dukielsko-preszowska jest nadal bardzo pamiętnym wydarzeniem historycznym na terenie dzisiejszej  Słowacji. Wielkim poświęceniem okupionym olbrzymimi stratami wykazali się tutaj żołnierze Armii Czechosłowackiej walczącej u boku Rosjan. Gdy tylko przekroczymy granicę trafimy na wieże widokową, w której możemy również obejrzeć ekspozycję sprzętu obu walczących stron.

Nieopodal znajdziemy cmentarz wojenny wraz z pomnikiem poświęconym poległym w trakcie trwania operacji. Skala poniesionych strat zaczęła przerastać nawet sowieckich dowódców skorych zwykle do poświęcania cudzego życia. Im dalej udało się wbić w niemieckie linie tym kolejne tysiące ofiar zaścielały górskie krajobrazy. Nie dziwi, dlaczego ta bitwa pozostawiła po sobie tak traumatyczne wspomnienia wśród Słowaków… My ruszamy dalej w kierunku miejscowości Svidnik, po drodze oprócz pięknych krajobrazów dostrzeżemy sprzęt wojenny ustawiony co jakiś czas wśród pól i pastwisk, mimo ze od zakończenia bitwy minęło już wiele dziesięcioleci lufy armat i działek przeciwlotniczych nadal groźnie sterczą tutaj skierowane w niebo… Jadąc w kierunku Svidnika zatrzymajcie się koniecznie w miejscowości Vyšný Komárnik, w lesie za wsią znajdziecie odrestaurowane ziemianki i bunkry.

Jednym z najciekawszych epizodów operacji  była bitwa pancerna która rozegrała się w okolicach wsi Kapisova. Radzieckie czołgi wpadły tu w zasadzkę przygotowaną przez jednostki niemieckie. Z 65 radzieckich czołgów, które wjechały do doliny, uratowały się zaledwie 2. U jej wylotu możemy znaleźć chyba najbardziej charakterystyczny punkt tego rejonu, prawdziwy rarytas czyli pomnik przedstawiający T-34-85 oraz Panzerkampfwagen IV zwarte w morderczym stalowym uścisku.

Jadąc dalej doliną jest równie ciekawie. Możemy tu zobaczyć miedzy innymi całe stada T-34-85 rozwiniętych w szyku do natarcia, w otwartym terenie robią niesamowite wrażenie!

Jako ciekawostkę należy dodać ze przy odrobinie sprawności można wejść do wnętrza czołgów ustawionych w dolinie!

Udało nam się w końcu dotrzeć do Śvidnika, w tym niewielkim i na pierwszy rzut oka sennym słowackim miasteczku znajdziemy wiele interesujących militarnych pamiątek! Na początek chodźmy odwiedzić tutejsze muzeum, za kilka euro możemy zobaczyć interesującą wystawę tematyczną o operacji, dodatkową trakcją będą artefakty pochodzące z czasów I wojny światowej. Zwiedzając muzeum na pewno dostrzeżecie wystawę plenerową w przylegającym do budynku parku, możecie tam dotknąć sporo pancernych maszyn oraz samolot transportowy. Na zakończenie wyprawy zobaczcie monumentalny cmentarz w sąsiedztwie ekspozycji. W 1954 roku powstał tutaj pomnik Armii Radzieckiej, pochowano w tym miejscu ponad 9000 żołnierzy, poległych jesienią 1944 roku.

Mamy nadzieje, że pod wypływem naszej opowieści kiedyś odwiedzicie te piękne górskie okolice i wyruszycie szlakiem krwawych górskich walk z końca II wojny światowej. My na pewno jeszcze tam wrócimy, Karpaty kryją jeszcze wiele tajemnic które chcemy odkryć…

Galeria i tekst: Małopolska Grupa Poszukiwawczo Historyczna

Najlepsze i najtańsze wykrywacze metalu na początek jak i dla profesjonalisty!

Pewne wykrywacze z najwyższej półki dla początkujących i zaawansowanych… do tego sprzęt do kopaniakoszulkiKUBKImonety i wiele innych – zapraszamy!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj proszę swój komentarz!
Tutaj wpisz swoje imię