Nieciekawy finał nagonki konserwatora zabytków w Łodzi. 70-letni mężczyzna targnął się na swoje życie

4
Wiatrak drewniany w Łubnej-Jarosłaj , gm. Błaszki, pow. Sieradzki fot. Wikipedia / Dżasta

W sprawie rozbiórki wiatraka w miejscowości Łubna-Jarosłaj w gm. Błaszki w pow. Sieradzkim Wojewódzki Konserwator Zabytków w Łodzi zgłosił na policję podejrzenie popełnienia przestępstwa. Właściciel zabytkowego wiatraka śp. Pan Chumieja sprzedał go wraz z działką. Nowy nabywca natomiast chciał rozebrać wiatrak i przenieść go do skansenu, lecz nie posiadał na to pozwoleń. Winą konserwator obwinił pierwszego właściciela, który sprzedał grunt – obecnie po interwencji konserwatora i służb popełnił on samobójstwo.

Wiatrak pochodzi z 1919 roku i został wpisany do rejestru zabytków nieruchomych 6 października 1986 roku, na mocy decyzji wojewody. Wiatrak od kilkudziesięciu lat nie był remontowany, nowy właściciel chciał go zabrać do skansenu i objąć opieką.

Po interwencji służb 17 kwietnia jego były właściciel, który został obarczony winą za jego rozbiórkę przez konserwatora zabytków odebrał sobie życie. Podobno nowy właściciel nie dopełnił wszystkich formalności po zakupie i zbyt wcześnie zajął się rozbiórką. Teraz wszyscy nabrali wody w usta, a z Pana Chumieji chce zrobić się kozła ofiarnego… 

Jak twierdzą okoliczni mieszkańcy za rozpoczętą nagonkę odpowiada Rajewski były Burmistrz Błaszek, który cyt. „za swojej kadencji nawet palcem nie kiwnął aby ratować zabytek„. I który jako pierwszy miał donieść do Urzędu Miejskiego w Błaszkach, który to następnie poinformował Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Łodzi.

Tak naprawdę przez cały czas urzędnicy nie robili nic by uratować zabytek, który do momentu gdy ktoś chciał się nim zająć był im cały czas obojętny…

Ostro o rozbiórce wiatraka pisze sieradzki portal

Na sieradzkim portalu w komentarzach pod artykułem na temat rozbiórki wiatraka bardzo emocjonalnie wypowiada się osoba z najbliższej rodziny: „Jestem osobą z najbliższej rodziny Pana Chumieji. Gdyby nie sprawa tego wiatraka, mój wujek żyłby dzisiaj. Starszy, samotnie mieszkający człowiek wziął wszystko bardzo do siebie i się powiesił. Przez ten wiatrak psychika mu siadła, a kiedy nerwy zawładną człowiekiem, logiczne myślenie przestaje działać. Gdyby nabywca wiatraka, tak jak się zobowiązał załatwił wszystkie zezwolenia przed jego rozebraniem i przeniesieniem, do tej tregedii nie doszłoby. Można by tu wiele pisać. Mój wuja miał dobre intencje, nowy właściciel miał przenieść wiatrak do skansenu i odrestaurować, a tu tylko stał i niszczał. Pan Chumieja był jego właścicielem i miał prawo zrobić z nim, co chciał i nikomu nic do tego było! Tego dobrego i spokojnego człowieka już nie ma, a niesamowity ból w sercu zostanie do końca życia.” – dodaje na końcu Arleta.

Cała sytuacja jest bulwersująca, z jednej strony pozorna walka o zabytek. Z drugiej strony człowiek który w wyniku tej całej sytuacji został popchnięty aż do takich strasznych czynów. Pytaniem jest czy było warto? Zabytek nie poszedł by do pieca a został poddany odpowiedniej opiece, owszem zmienił by lokalizację… jednak jeśli nikt nie chciał tam o niego dbać – to dlaczego by miał tego nie zrobić? Trudno cofnąć czas i teraz to inaczej rozwiązać, jednak jak widać każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia.

4 KOMENTARZE

  1. Niestety złemu prawu dotyczącemu ochrony zabytków, zawdzięczamy dewastację wielu obiektów na Dolnym Śląsku. Wcześniej rozsypią się, nim chwycą je w swoje ręce konserwatorzy zabytków.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj proszę swój komentarz!
Tutaj wpisz swoje imię