W dniu dzisiejszym Narodowy Bank Polski wypuścił emisję okolicznościowej monety, postanowiłem wybrać się pod placówkę i spróbować… ją kupić. Nigdy nie sądziłem że to co mnie tam spotka, będzie niczym podróż w czasie do PRL.

„Skarby Stanisława Augusta” – dokładnie tak nazywa się piękna i cenna seria złotych i srebrnych monet kolekcjonerskich o nominałach 500 zł i 50 zł. Ma ona odwzorowywać słynną osiemnastowieczną serię medalierską z wizerunkami królów Polski wykonaną na zlecenie Stanisława Augusta Poniatowskiego.

fot. Narodowy Bank Polski

Seria ta jest wypuszczana już od dłuższego czasu w chronologicznej kolejności. Przyszła kolej na wielkiego władcę – Jana III Sobieskiego herbu Janina, hetmana wielkiego koronnego, po zwycięstwie chocimskim obranego na króla w maju 1674 roku i koronowanego 2 lutego 1676 roku. Zyskał on europejską sławę po zwycięstwie pod Wiedniem. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych dowódców i władców w dziejach Polski. NBP na zlecenie w Mennicy Polskiej, przygotował nakład 5000 sztuk srebrnych monet o wadzę dwóch uncji i nominale 50 zł, oraz złotą monetę o tej samej masie i nominale 500 zł w nakładzie 600 sztuk. Oba numizmaty wybite zostały z najwyższej próby kruszcu 999/1000.

Deszczowa środa 9 lutego 2022 roku, godzina 8:00 – dzień emisji. Wybrałem się pod krakowski oddział NBP z kolegą i nadzieją na monetę, wstaliśmy o 3:30 – na miejscu byliśmy już o 4 rano. Ku naszemu zdziwieniu pod wejściem do banku już było ok. 30 czekających osób. Ustawiliśmy się więc i czekamy. Szybko dowiedzieliśmy się że tak naprawdę to kolejka w której stoimy nie jest prawdziwa, kolejka jest na kartce… a dokładnie dwóch różnych, u dwóch innych osób. Komitet kolejkowy – mówi Wam to coś? – mi też nie mówiło. Okazuje się jednak że na tych listach było już zapisane 80 osób.

Godzina 4:12, kolejka pod krakowskim NBP

Cytując za Wikipedią: „Lista kolejkowa (znana też jako społeczna lista kolejkowa) – sposób samoorganizacji społecznej (zjawisko społeczne), za pomocą którego nieoznaczona grupa osób (odbiorców) oczekujących w kolejce próbuje wejść w posiadanie określonego i zarazem deficytowego dobra materialnego lub usługi. Zjawisko było codziennością w latach 80. XX wieku, w ostatnich latach PRL.”

W praktyce wyglądało to na zwykłe cwaniactwo i kolesiostwo. Wszystko podobno miało się już zacząć w niedzielę, od jednej z osób w kolejce dowiedziałem się że przechodził tamtędy o godzinie 20:00 i stały tam 2 osoby z listą, postanowił się więc wpisać i otrzymał nr 32. Gdzie więc było te pozostałe 29 osób zapisane na liście? – tego nikt nie wie. Jak się okazuje nie musieli tam być, wystarczyło się zapisać.. Podobno były organizowane dyżury, jednak niewielka część z tych 80 zapisanych osób brała w nich udział – wystarczyło że znali osoby które trzymały listy. Osoby zapisane umówiły się że zbierają się o 6 rano, na sprawdzenie obecności – ta miała też być sprawdzana wcześniej. Czy była? – albo czy naprawdę jeśli kogoś 2x nie było to usuwano? – nie sposób się dowiedzieć. Wiemy jedno, po godzinie 6 zaczyna się prawdziwe show.

Od początku jak tam byłem sytuacja była mocno nerwowa, ludzie się kłócili i wyzywali, grożąc wzajemnie i negując zasadność listy o której dowiedzieli się na miejscu. Przed 6, jeden z wodzirejów kolejkowych prosiłby jednak ludzie ustawili się wzdłuż ściany i żeby nie robili już wrzawy, deklarując że Tych których nie ma przy sprawdzeniu obecności, jeśli przyjdą to pójdą za nami. Większość zastosowała się więc do polecenia i ustawiła, dookoła zaczęło zbierać się coraz więcej nieprzypadkowych ludzi. Kolejka nagle stała się dwa razy grubsza, ale to nic.. na jej czole ludzie z kartkami wpuszczali „z boku” ludzi, którzy podchodzili już przed samym otwarciem lub zaraz po nim. Dzięki czemu będąc ok. 45 w kolejce (choć gdy przyszedłem było 30 osób), nawet nie musnąłem wejściowych drzwi… w sumie to ponad 70 osób poszło z kwitkiem. Ponieważ, po godzinie 6 pod bankiem stało już ok. 70 osób, a o godzinie 8 osób było już ok. 100. Na monetę srebrną w Krakowie załapało się 26 sprytnych kolejkowiczów, a na złotą tylko 2 osoby. Bo dokładnie takie ilości trafiły do sprzedaży detalicznej.

Pomijając już całą farsę z kolejką, zmarnowane prawie 5 godzin (blisko godzinę trwała jeszcze sprzedaż 26 sztuk), brak nabytej ciekawej pozycji do kolekcji to co tam widziałem i słyszałem było niczym podróż w czasie do PRL. Numizmatyczne dziadki i ich znajomi, towar rozkupiony zanim trafił do sprzedaży publicznej i praktycznie znikoma szansa na jego nabycie. Ogólnie nic co można polecić i chcieć powtórzyć. Kto stoi pod NBP, ten w cyrku się nie śmieje.

NBP ma w sumie 16 placówek, do których miała trafić tylko część nakładu – ok. 1500 numizmatów. Zakładajmy nawet że średnio trafiło do jednego banku 90 monet, to gdzie znikło 64 z nich i dlaczego do sprzedaży trafiło tylko 26? Czy podobnie było w innych miastach? Jeśli chodzi o kolejkę wiem że w Rzeszowie również był „komitet kolejkowy” a przed 8 rano pod bankiem stało ok. 150 osób. W Gdańsku i Poznaniu panują natomiast całkiem inne zasady, pracownik banku rozdaje pod wejściem bloczki w ilości takiej ile jest monet i ludzie wiedzą czy się załapią czy nie, pomijając że tam też grasują szajki „komitetów kolejkowych” organizowane przez właścicieli sklepów numizmatycznych.

Podsumowując – jeśli żyłeś w czasach PRL i Ci ich brakuje, lub chciałbyś poczuć tamten klimat… to polecam kolejną emisję niskonakładowych monet, o których rodzaju i dacie wypuszczenia dowiecie się ze strony banku.

Najlepsze i najtańsze wykrywacze metalu na początek jak i dla profesjonalisty!

Pewne wykrywacze z najwyższej półki dla początkujących i zaawansowanych… do tego sprzęt do kopaniakoszulkiKUBKImonety i wiele innych – zapraszamy!

6 KOMENTARZE

  1. W Kielcach też różne cyrki i ~40 sztuk monet. Pierwszy raz poszedłem ale chyba nie zacznę zbierać. Najbardziej mi było szkoda tych starszych osób, które przyszły o 4 albo wcześniej i stały na deszczu, aby o 9 okazało się, że monet więcej nie ma.

    NBP mógłby robić zapisy na chęć zakupu i losowanie (jak bilety na piłkarskie imprezy) albo licytację i przynajmniej byłoby to bardziej uczciwe. Pomijam też fakt tego, że nie wiadomo ile montet dostały oddziały i ile poszło na „potrzeby wewnętrzne”.

    Ludzie, którzy sprzedawali od strzała dostawali 1600 za monetę, jak wyszło, że ich nie ma to pewnie i po 1800-2000 schodziły.

  2. Totalny bezsens! Nie dość, że współczesne polskie monety są brzydkie i byle jak bite, to dodatkowo tu jest Polska – kraj szumowin i drobnych cwaniaczków. Chętnych na te oszałamiające „atrakcje” zapraszamy pod odziały bankowe! :)))))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj proszę swój komentarz!
Tutaj wpisz swoje imię