Zrzuty poroża – gdzie, kiedy i jak szukać… wywiad z leśnikiem!

4
Młody leśnik, detektorysta i poszukiwacz zrzutów Hubert Sobowicz, wraz ze swoim trofeum z wyprawy.

Temat poszukiwań zrzutów ostatnio coraz częściej przewija się gdzieś na różnych grupach w internecie. Postanowiłem specjalnie dla Was porozmawiać z młodym leśnikiem, detektorystą i poszukiwaczem zrzutów – Hubertem Sobowiczem z Wydziału Leśnego na SGGW, przybliżając wam ten interesujący temat. Zapraszam więc do wywiadu a zarazem pomocnej instrukcji – jak, kiedy i gdzie poszukiwać zrzutów!

Może zacznijmy od tego że powiesz niezorientowanym w temacie, co to są te „zrzuty”?

– Zrzutem nazywa się porzucone przez samca jeleniowatych poroże. Wyjątkiem jest jedynie renifer, u którego poroże występuje również u samic, ale jak wiadomo ten gatunek w Polsce spotkać można jedynie w warunkach hodowlanych. Pojedyncze poroże jelenia szlachetnego i sika nazywane jest tyką, daniela łopatą, łosia rosochą, natomiast kozła, czyli samca sarny, parostkiem. Często spotykam się z błędnym określaniem każdego rodzaju poroża łosia jako łopat. Prawdą jest, że łoś może wykształcić rosochy w formie badyli, pół-łopat lub łopat i odpowiednio takiego byka nazywamy badylarzem, pół-łopataczem lub łopataczem.

Para zrzutów łosia fot. Hubert Sobowicz

Dlaczego te poroża są tak bardzo pożądane?

– Zrzuty są pożądane przede wszystkim z bardzo prozaicznego powodu, jakim są oczywiście pieniądze. Już w czasach PRLu był to całkiem niezły sezonowy zarobek dla mieszkańców terenów wiejskich, nierozerwalnie związanych z lasem. W niektórych rejonach Polski zbieranie zrzutów traktowane jest niemal jak chodzenie na grzyby albo jagody. Obecnie za kilogram poroża można otrzymać kilkadziesiąt złotych. Ciekawe okazy, o ponadprzeciętnej masie lub niespotykanej formie są poszukiwane przez kolekcjonerów, którzy skłonni są zapłacić pieniądze znacznie większe niżby wynikało to z masy trofeum. Zajęcie to za sprawą powszechnego dostępu do informacji staje się coraz popularniejsze, z drugiej strony natomiast „starzy” zbieracze z terenów wiejskich kończą ze zrzutami z racji wieku, a młodzi wyjeżdżają do miast i nie podejmują się tego zajęcia.  

Sporych rozmiarów rosocha łosia fot. Hubert Sobowicz

Czy wszyscy jednak zbierają dla zarobku?

– Skądże, istnieje w „branży” rzesza osób, dla których chodzenie za porożem jest sposobem na spędzanie wolnego czasu a niejednokrotnie wielką pasją i każde trofeum traktują jak relikwie.

Kiedy powinniśmy zacząć szukać chcąc coś znaleźć?

– Pora rozpoczęcia poszukiwań uzależniona jest od tego, jaki gatunek nas interesuje. Prym zdecydowanie wiedzie jeleń. W zależności od regionu Polski, jelenie zachowują się w różny sposób. Dodatkowo wysokie temperatury na początku roku, z czym mamy do czynienia w ostatnich latach sprawiają, że moment rozpoczęcia zrzucania jest trudny do określenia. Dawniej przyjmowano, że sezon rozpoczyna się 1 marca. Uważam, że w większości miejsc w Polsce to dobry moment na rozpoczęcie poszukiwań. Wcześniejsze penetrowanie terenu może przyczynić się do wypłoszenia jeleni, które przeniosą się w spokojniejsze rejony, niejednokrotnie oddalone o kilkadziesiąt kilometrów. W przypadku łosia literatura podaje, że okres zrzucania poroża zaczyna się w ostatnim tygodniu października, a kończy z początkiem marca. Jednakże z moich osobistych obserwacji wynika, że kulminacja następuje na przełomie roku, wtedy można liczyć na najobfitsze zbiory. Łoś jest dużo mniej przewidywalny niż jeleń, mocne byki były widywane z kompletem na głowie jeszcze pod koniec lutego.

Świeży zrzut łosia wraz z tropem na śniegu fot. Hubert Sobowicz

Czy to prawda że poroże zawsze znajdujemy w parach?

– Jeżeli chodzi o znajdowanie zrzutów w parach to zdecydowanie jednak częściej znajduje się je pojedynczo. Z własnego doświadczenia wiem, że byk z jedną, 3,5 kilogramową tyką na głowie potrafi przejść kilka kilometrów przez las. Nie wspominając o mniejszych… Jednak prawdopodobieństwo znalezienia dwóch tyk obok siebie rośnie wprost proporcjonalnie do ich rozmiaru, im większe tym łatwiej o dwie w pobliżu.

Para zrzutów poroża jelenia fot. Hubert Sobowicz

Gdzie mamy największe prawdopodobieństwo je znaleźć i jak je szukać?

– Odpowiedź jest bardzo prosta-tam, gdzie jest zwierz. A skąd mamy wiedzieć, gdzie jest? Najprościej hołdować zasadzie „koniec języka za przewodnika”. Ze zrzutami jest jak z kopaniem, bardzo dużo dobrych informacji można uzyskać od miejscowych. Zdecydowanie najlepszym źródłem informacji są myśliwi i leśnicy (zakładając, że sami nie chodzą za zrzutami 😉 ) Jeżeli nie mamy żadnego znajomego, z którym moglibyśmy porozmawiać na ten temat pozostaje osobista weryfikacja. Stosunkowo łatwo jest stwierdzić obecność jeleniowatych w terenie. Na podstawie śladów i tropów można uzyskać wiele informacji. Dlatego przed wyjściem w teren zalecam przestudiowanie literatury czy nawet internetu, by posiadać podstawowe wiadomości z zakresu rozpoznawania tropów, odchodów itd. Nie istnieją „bankowe” miejsca, gdzie można spodziewać się zrzutów. Należy pamiętać, że poroże w okresie jego zrzucania stanowi zbędny ciężar, którego zwierzę stara się pozbyć. Dlatego może być porzucone podczas przemieszczania, żerowania czy też odpoczynku. Jelenie jak i łosie czemchają się w celu zrzucenia poroża.

Mała chmara na polach pod lasem fot. Hubert Sobowicz

„Czemchanie”, podpowiedz nam proszę co to znaczy?

– Czemchanie to czynność w której jelenie i łosie po prostu uderzają i pocierają porożem o pnie lub gałęzie niewielkich drzew. Drzewo po takim „zabiegu” jest odartę z kory, ma połamane gałęzie, czasem jest złamane lub wywrócone. W miejscach z dużym nagromadzeniem takich drzew warto patrzeć pod nogi!

Przykład takiego czemchania i obdartego z kory drzewka fot. Szymon Filipowicz

Czy takie poroże zwierze ma jedno na całe życie?

– Oczywiście że nie. Nowe poroże jest wykształcane i zrzucane przez samce jeleniowatych rokrocznie, oprócz pierwszego roku życia. W skrajnych wypadkach zdarza się, że również u schyłku życia poroże nie jest nakładane. Takiego osobnika niezależnie od tego, do jakiego gatunku przynależy nazywa się mnichem. W przypadku jelenia, urodzony w maju-czerwcu cielak płci męskiej swoje pierwsze poroże nakłada w drugim roku życia. Ma ono formę szpicaka, szpicaka widlicznego lub niezwykle rzadkiego szpicaka koronnego. Na podstawie formy i wielkości pierwszego poroża można przewidywać, czy byk ma dobre geny, które zapewnią mu w przyszłości wysoką pozycję socjalną. Każda kolejna „głowa” jest większa i cięższa, aż do momentu kulminacji, który przypada w 11-14 roku życia byka. Później poroże ulega uwstecznieniu i zmniejsza swoje rozmiary, przyjmując niejednokrotnie niespotykaną formę.

Zdjęcie aż trzech sztuk poroża znalezionych w dniu wczorajszym fot. Piotrek Bodetko

Jak jest w ogóle z legalnością takiego zajęcia? Czy możemy legalnie zatrzymać znaleziony zrzut?

– Tak, w myśl ustawy o ochronie przyrody zrzuty traktowane są jak każdy inny element runa leśnego i stanowią własność znalazcy. Jednakże w przypadku znalezienia całego wieńca, czyli poroża wraz z czaszką należy powiadomić Administrację Lasów Państwowych lub lokalne koło łowieckie.

Czy są miejsca, gdzie takie poszukiwania są jednak zabronione?

– Tak, ustawa z dnia 28 września 1991 r. o lasach jasno określa miejsca obarczone stałym lub okresowym zakazem wstępu. Z pewnością należą do nich uprawy i młodniki do 4 m, powierzchnie badawcze i doświadczalne, a także rezerwaty i parki narodowe.

Rosocha łosia na stercie drzewek obgryzionych przez zwierzynę tzw. spałowanie, czyli odżywianie się korą i łykiem, co najczęściej zdarza się zima fot. Hubert Sobowicz

Na koniec powiedz od ilu lat sam szukasz zrzutów i czy masz jakieś sukcesy na swoim koncie?

– Przygodę zacząłem w marcu 2017 roku, wtedy udało mi się znaleźć swoją pierwszą rosochę z łosia. Moją najlepszą zdobyczą jak do tej pory jest znaleziona w styczniu tego roku rosocha badylarza w formie ósmaka o masie 2,5 kg. Studia nie pozwalają mi poświęcać zbyt wiele czasu na pasję, dlatego w terenie bywam stosunkowo rzadko. Ma to też swoje zalety, gdyż każdy znaleziony przeze mnie zrzut sprawia mi ogromną radość.

Dziękujemy ślicznie Hubertowi za ujawnienie nam tajników poszukiwań jak i samego zagadnienia poroży 😉
Darz bór i samych owocnych wyjść i powrotów w teren!

EDC czyli Ekwipunek Dźwigany Codziennie… najlepiej mieć sprawdzony i niezawodny! Zapraszamy do zapoznania się z ofertą odzieży, wyposażenia i akcesoriów na naszym sklepie!

Pewne wykrywacze z najwyższej półki dla początkujących i zaawansowanych… do tego sprzęt do kopaniakoszulkiKUBKImonety i wiele innych – zapraszamy!


4 KOMENTARZE

  1. Nie zgodzę się z dwoma stwierdzeniami. W czasach PRL-u nie było dobrego zarobku na porożu. Wówczas na wsi te ładniejsze zrzuty i ciekawsze okazy były sprzedawane za wino lub flaszkę. A idąc dalej tym tropem, ciężko wtedy było sprzedać w ogóle poroże ( nie mówię tu o kolekcjonerach, którzy niezależnie od okresu są w stanie zapłacić kilkukrotnie więcej).Znajdą się nawet i dziś tacy, którzy za flaszkę oddadzą ładnego zrzuta, ale bierzmy pod uwagę,że wiele zbieraczy miało kilkunasto- kilkudziesięcioletnie kolekcje, których pozbyli się w ostatnim czasie i dopiero mogli zarobić na tym konkretne pieniądze.I kiedy oni tworzyli swoje zbiory konkurencja w lesie była niewielka 😉 Większość dziś żałuje, ale jednak gotówka wygrała.Zarobek na porożu zaczął się tak naprawdę 3-5 lat temu, kiedy to skupy poroża zaczęły się pojawiać jak grzybki po deszczu. Zwróćcie również uwagę,że już nawet na skupach runa leśnego skupuje się poroże – gdzie pamiętam jeszcze czasy jak 10 lat temu poroże było warte 30zł/kg , a i tak nie było zbyt wielu chętnych na nie, jeżeli nie był to cenny okaz.

    Druga sprawa to czemchanie. Pewnie co kraj to obyczaj, ale osobiście mam 1 okaz na koncie znaleziony na wyczemchanych jałowcach. Mój tata też znalazł może z 2-3 zrzuty pod takimi drzewami. Zbiera już 15 lat. A wielokrotnie widziałem całe młodniki połamane, wyczemchane jakby wszedł w nie huragan. I nie uwierzycie,że zrzuty były porozrzucane od tej chmary do 2-3 km. Czemchanie tak jak było to opisane, może być podpowiedzią, ale nie spodziewajcie się ,że tam musi leżeć zrzut.

    Co do par – jeżeli jeleń-byk ma spokój możemy się pary spodziewać blisko. Jeżeli w danym terenie jest dość silna presja człowieka w okresie zrzutów, nie spodziewajmy się. Dawniej można by tu było określić jakieś zasady, gdzie szukać do pary. Dzisiaj jest tak,że jak nie leży obok, i nie znajdziemy go w ciągu najbliższych 2 godzin to mamy zagadkę na 3-4 tygodni. Udaje się znaleźć nawet po tak długim czasie, ale zazwyczaj na dzień dzisiejszy jest to loteria.

    Pozdrawiam
    Filip

  2. @Człowiek z lasu

    1. Ja natomiast nie zgadzam się z Twoją opinią. Bazuję na przesłaniach starszych myśliwych i leśników. Na Lubelszczyźnie, w latach 80. XX wieku sprzedawano zrzuty na Zachód za dobre pieniądze. Weź pod uwagę sytuację finansową ludzi na wsi w tamtych czasach, to był doprawdy solidny zastrzyk pieniędzy. Mylisz pojęcia ceny i wartości 🙂 Co z tego, że ceną za ładny zrzut była flaszka wódki, skoro jego wartość była znacznie większa? Byli, są i będą ludzie niezaorientowani. Nie można na tej podstawie twierdzić, że poroże było warte flaszki alkoholu, to błąd logiczny.

    2. Jeżeli chodzi o czemchanie również bazuję na doświadczeniach swoich i znajomych z mojego terenu. Tak jak napisałem, takie miejsca po prostu świadczą o aktywności byków w danym terenie i od takich miejsc najlepiej zaczynać poszukiwania. U mnie często zdarza się, że zrzuty znajdowane są w miejscach czemchania, przypadek ze zdjęcia nie jest pozowany ani odosobniony. Być może wynika to z faktu małej penetracji lasu przez człowieka, co sprawia, że chmary trzymają się dłuższy czas w jednym miejscu, a więc prawdopodobieństwo zostawienia tam zrzuta wzrasta. U Ciebie są przeganiane z ostoi, nie pozostają długo w jednym miejscu, dlatego rozrzut jest duży.

    3. Kolejny raz, bazując na doświadczeniach ze swojego rejonu wiem, że nieprzeganiany byk potrafi przejść kilka kilometrów z mocną tyką na głowie. Uważam, że nie istnieją żadne zasady i reguły dotyczące zostawiania par przez jelenie, czy też łosie. Nie raz już widziałem pojedyńcze, 6 kilogramowe łopaty. A gdzie druga? Sądzę, że ze 3 kilometry dalej.

    Darz Bór
    Hubert Sobowicz

  3. Ja niestety nie mam do tego szczęścia farcik farcik jeszcze raz farcik…..Może z racji też regionu w którym mieszkam ( Górny Śląsk ) mi się nie udaje ,bądź co bądź nie ma u mnie terenów odosobnionych od siedzib ludzkich.Natomiast jeśli chodzi o zwierza to trochę jest go u nas ,ale presja ludzi jest przepotężna ,co trochę coś budują , rozkopują po prostu żyć nie umierać….

    Jak jest większy las to znowu nie ma terenów otwartych ,gdzie te byki mogły by przechodzić na drugą stronę.Więc szukając poroża jestem skupiony typowo na lesie ,chodzę dookoła młodników ,widzę ewidentne ślady czemchania ,tropy czy odchody byczków i nic pustki ,w okresie zrzucania również zaglądam po paśnikach też pusto.
    TE JELENIE MNIE W CIU***LA ROBIĄ EWIDENTNIE :/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj proszę swój komentarz!
Tutaj wpisz swoje imię