W przeciągu ostatniego tygodnia saperzy w całym kraju mieli sporo pracy, skupię się jednak na dwóch ciekawych zgłoszeniach zabytkowych pocisków i różnego podejścia do tematu.

Pierwszy przypadek pochodzi z miejscowości Świeradów-Zdrój w woj. dolnośląskim, gdzie w trakcie akcji sprzątania świata natknięto się na pocisk pochodzący z czasów I wojny światowej. Znalezisko zostało zgłoszone na policję a następnie zabezpieczone przez Patrol Saperski z Bolesławca.

„Jest to bardzo stara rzecz sprzed I wojny światowej. Na chwilę obecną mamy dwa podejrzenia odnośnie typu pocisku. To z pewnością pocisk niemiecki. Był używany w latach 1870-1890. W naszym regionie jest nieczęsto spotykany. Być może miały wysoką skuteczność, albo były rzadko używane. 12 lat temu taki sam pocisk wyszedł nam w Cieplicach” – powiedział st.chor.szt. Radosław Mazur z bolesławieckiego Patrolu Saperskiego

Saperzy podjęli więc próbę ocalenia pocisku i przekazania go do muzeum.

„Będziemy próbowali ocalić znalezisko, aby mogło trafić do muzeum. Aczkolwiek pocisk posiada materiał wybuchowy wraz z detonatorem. Nie wiadomo jak się zachowa przy próbie wypalenia specjalnym ładunkiem. Może dojść do detonacji, a jeśli nie, to nie wiadomo co z niego zostanie. Nie znamy dokładnego stopu, z którego były wykonywane te pociski. Wiemy tylko na pewno, że na zewnątrz znajduje się ołowiany płaszcz” – dodał st.chor.szt. Radosław Mazur z bolesławieckiego Patrolu Saperskiego

Czym tak naprawdę okazał się ten niewybuch? – Jest to dokładnie ciężki granat dwuścienny z płaszczem ołowianym Schwere Feldgranate C/73. Był stosowany w opracowanej po wojnie francusko-pruskiej w 1870-71, armacie 9cm C / 73 Feldkanone. Pocisk ma długość 225 mm i średnicę ok. 88 mm. Szerokość dolnych pierścieni wiodących to 24 mm, odległość między pierścieniami dolnym i górnymi to 74 mm, średnica gniazda zapalnika ok. 23 mm.

„Z uwagi że jest to przedmiot o dużej wartości historycznej dla naszego regionu Polski, przedmiot wzbudził nasze szersze zainteresowanie i postanowiliśmy podjąć próbę ocalenia korpusu pocisku poprzez wypalenie ładunku niebezpiecznego przy wykorzystaniu nowoczesnego zestawu VULCAN i przekazaniu go dla muzeum.Niestety taka amunicja w naszych działaniach, w naszym rejonie to rzadkość i trwają jeszcze prace na temat szczegółowego rozpoznania budowy i konstrukcji pocisku.” – napisali saperzy z Bolesławca na swojej stronie FB

Drugie zgłoszenie pochodzi z dnia wczorajszego, kiedy to przed południem, pracownik koparki podczas pracy w kopalni kruszywa w Bobrownikach Wielkich na terenie Małopolski wykopał sporych rozmiarów niewybuch. Jak się okazało był to pocisk artyleryjski do ciężkiej haubicy z czasów I wojny światowej.

Jest to dokładnie pocisk kalibru 305 mm do moździerza oblężniczego 30,5 cm Škoda Model 1911. Jego długość to 1200 mm. Była to ciężka haubica  (moździerz oblężniczy) zaprojektowana i zbudowana w zakładach Škoda, używana w okresie I wojny światowej. W odróżnieniu od „Grubej Berty” zwana „Chudą Emmą”. Były dwa rodzaje pocisków ważące 300kg i prawie 400kg.

„Z uwagi na to, że został on wykopany na terenie kopalni i nie było w pobliżu żadnych zabudowań, nie było konieczności ewakuacji. Pracę operatora koparki przerwano, a patrol policji zabezpieczał miejsce do czasu przyjazdu saperów wojskowych. Żołnierze w środę przed południem zabezpieczyli pocisk, wywieźli na poligon i tam bezpiecznie zneutralizowali.” – można przeczytać na stronie policji

Wciąż dla wielu historyków używanie tych ciężkich moździerzy kalibru 30,5 oraz 42 cm, to tylko zwykła legenda i jedna z luźnych opowieści odcinka pod-Tarnowskiego czyli ofensywy tzw. Gorlickiej. Tak naprawdę jest to już drugi taki niewybuch wykopany przez operatora koparki w kopalni kruszywa w Bobrownikach Wielkich. W zeszłym roku w sierpniu, również operator koparki wykopał podobny pocisk z dnia żwirowiska.

Podobnie jak wtedy nikt nawet nie próbował myśleć o zachowaniu tego zabytkowego pocisku. Nie oceniam czy jest to spowodowane zwyczajnie innym podejściem czy bardziej ścisłym trzymaniem się procedur, a może po prostu strachem o jego niestabilność. Jednak jak pokazuje przykład z Bolesławca – dla chcącego nic trudnego.

Jeśli natomiast sami znajdziecie kiedyś przypadkowo jakiś niewybuch nie próbujcie nigdy przy nim manipulować – jak dokładnie się zachować przeczytacie w tym tekście.

Źródło i zdjęcia: Patrol Saperski z Bolesławca, policja.gov.pl

Najlepsze i najtańsze wykrywacze metalu na początek jak i dla profesjonalisty!

Pewne wykrywacze z najwyższej półki dla początkujących i zaawansowanych… do tego sprzęt do kopania, koszulki, KUBKI, monety i wiele innych – zapraszamy!

1 KOMENTARZ

  1. Oczywistym jest, że grzebanie w skorodowanych pociskach jest zawsze niebezpieczne. I oczywistym jest że mimo niebezpieczeństwa niektóre pociski co cenne zabytki. W Polsce jest pewna grupa ludzi, sprzedawców bądź zbieraczy amunicji, którzy w swoich garażach zajmują się demontażem takich znalezisk, a potem je sprzedają, bądź sobie zachowują. Tak ryzykują życie. Natomiast robią to dobrowolnie i myślę że dobrym pomysłem było by legalne umożliwienie tego procederu w warunkach poligonowych. W razie ekspolzji jedynym poszkodowanym byłby sam robieracz urwiłapek, a można by ocalić sporo zabytków. Tacy nie do końca normalni ludzie swoich praktyk nie zaprzestaną. Allegro jest pełne świeżo rozbrojonych pocisków. W związku z tym uważam, że mniejszym złem by było, gdyby swoje ryzykowne hobby praktykowali nie ryzykując niczyjego poza swoim życiem i były by z tego jeszcze korzyści w postaci cennych eksponatów dla muzeów. No i dla nich też pienięzki bądź niektóre egzemplarze-nikt pocisków charytatywnie nie demontuje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj proszę swój komentarz!
Tutaj wpisz swoje imię